Św. Jan Paweł II zachęcał: „Trzeba modlić się do Boga nie tylko formułami poprawnymi teologicznie, ale również w sposób piękny i dostojny. Wspólnota chrześcijańska musi dokonać rachunku sumienia, aby w coraz większym stopniu powracało do liturgii piękno muzyki i śpiewu”. O rolę muzyki liturgicznej w otwieraniu człowieka na świętość i przybliżaniu go do tajemnicy Boga zapytaliśmy kompozytora i dyrygenta p. Pawła Bębenka.
Kiedy rozpoczęła się Pana przygoda z muzyką?
Pragnienie muzykowania było we mnie od zawsze – już jako dziecko szukałem jakiegoś pretekstu aby usiąść za instrumentem klawiszowym u sąsiadów. Jeśli zaś chodzi o klasyczne wykształcenie muzyczne, moja przygoda z muzyką zaczęła się dosyć późno. Zacząłem studia na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie na kierunku muzykologia, bez ukończenia pierwszego i drugiego stopnia szkoły muzycznej. Było to spowodowane brakiem możliwości, ponieważ pochodzę z miejscowości pod Krakowem. W czasie studiów w Krakowie trafiłem do duszpasterstwa Dominikanów „Beczka”, gdzie miały miejsce pierwsze spotkania z muzyką klasyczną. Dla mnie jako osoby zajmującej się muzyką historyczną ogromny sens i wartość miał renesansowy typ kształcenia – spotkania z bardzo wartościowymi ludźmi, którzy kształtowali mnie jako muzyka i człowieka. Pan Bóg wynagrodził mi brak możliwości ukończenia szkoły muzycznej pierwszego i drugiego stopnia tym, że spotkałem na mojej drodze wyjątkowych ludzi. Szczególny wpływ na mój rozwój miał prof. Paweł Łukaszewski, Prorektor Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie, w którego wykładach uczestniczyłem studiując na Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Kolejną bardzo cenną osobą jeśli chodzi o holistyczne kształcenie zarówno pod względem muzycznym oraz osobowościowym jest prof. Elżbieta Wtorkowska, obecnie Rektor Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy. Osobami, które także przyczyniły się do mojego rozwoju były o. Bernard Sawicki, benedyktyn oraz Marcin Bornus – Szczyciński, założyciel zespołu Bornus Consort, będącego liderem jeśli chodzi o muzykę dawną w Polsce. Chciałbym również wymienić osoby ze środowiska zagranicznego: Taivo Niitvagi, który jest szefem i założycielem zespołu estońskiej muzyki etnicznej Linnamuusikud oraz Adriej Kotov, dyrektor artystyczny zespołu Sirin, który specjalizuje się w wykonawstwie dawnej muzyki sakralnej i liturgicznej.
Czy istnieje instrument, który szczególnie Pan sobie upodobał?
Od początku priorytetem była dla mnie wokalistyka. W zespole „Bractwo lutni” śpiewaliśmy muzykę dawną, w której nieodłącznym akompaniamentem był przepiękny instrument renesansowy, jakim jest lutnia. Jest to jeden z moich ukochanych instrumentów, którego oczywiście używałem. Był on jednak dodatkiem, priorytetem pozostawał śpiew ze względu na sposób wyrażania emocji i siebie.
Dlaczego muzyka i śpiew stanowią szczególną formę modlitwy?
Chciałbym zacząć od stwierdzenia, że słowo jest narzędziem, które może mieć dwojakie działanie – może budować i dodawać sił lub ranić niczym kamień i długo pozostawać w pamięci. Słowo ma zatem pewną siłę, jednak to śpiew pozwala w pełni wyrazić emocje. Jeśli chodzi o muzykę sakralną chciałbym nawiązać do Księgi Psalmów. Często psalmy kojarzą się z poezją zapisaną na papierze. Dla mnie psalm oderwany od melodii nie jest psalmem. Bardzo bliskie mojemu sercu jest wyrażanie treści poprzez muzykę dlatego, że jest ona wpisana w słowo. Nawet słowo, które jest wypowiadane ma już pewien akcent, jest już muzyką. W moją pamięć zapadło szczególnie stwierdzenie, że muzyka jest wydłużeniem mowy, mowa jest skróconym śpiewem. Śpiew pozwala na wyrażanie emocji na zewnątrz. Ważne jest, aby być świadkiem prawdy, którą się wyraża poprzez muzykę. Miałem takie przypadki w swoim życiu, że nie do końca byłem gotów na bycie świadkiem prawdy, którą śpiewam. Doświadczenie tej słabości i uświadomienie sobie jak daleko jest się od prawdy pozwala na otworzenie się na działanie Boga i stwarza możliwość aby relacja z Nim była najważniejsza.
Czy osobom obdarzonym muzycznym talentem łatwiej jest modlić się muzyką i śpiewem? Jakie są możliwości osób, którym „słoń nadepnął na ucho”?
Bardzo rzadko zdarzają się osoby, które są pozbawione tego daru. Jestem przekonany, że większość z tych osób, które mają problemy z powtórzeniem dźwięku nie praktykowały za dużo, nie miały obok kogoś, kto pozwoliłby im na wyrażenie siebie. Myślę, że takim osobom trzeba dać trochę czasu żeby przyzwyczaić je do pewnej pracy. Praca nad śpiewem jest wielowymiarowa – intelektualna, emocjonalna, prowadzi do ogólnego rozwoju. Dziwi mnie, że tak mało jest muzyki w szkołach.
Co stanowi dla Pana inspirację do tworzenia?
Cisza. Cisza w połączeniu z doświadczeniem piękna stworzenia jest dla mnie najbardziej twórcza. Moim błogosławieństwem jest bliskość Tatr – często wychodzę bardzo wcześnie rano przykładowo w okolice Zawratu czy Koziego Wierchu, by cieszyć się pięknem natury, co mnie osobiście skłania do dziękczynienia. Poza tym bardzo istotna jest dla mnie aktywność fizyczna, która pozwala na zachowanie dobrej kondycji ducha i ciała.
Czy na etapie tworzenia nowego utworu myśli Pan o odbiorcach i o muzyce jako narzędziu modlitwy?
Myśląc o odbiorcach priorytetem jest dla mnie spójność treści lirycznej, czyli tego co jest zawarte w tekście. Według mojej opinii muzyka wokalna w przeciwieństwie do muzyki instrumentalnej daje duże możliwości jeśli chodzi o sposób narracji. Moim ogromnym szczęściem było zajmować się od początku muzyką wokalną. Wykonawca powinien czuć się komfortowo – nie może być traktowany instrumentalnie. W muzyce klasycznej istnieje pojęcie aparatu wykonawczego, które w odniesieniu do nomenklatury muzycznej jest zrozumiałe, jednak nie może mieć ono przełożenia na przedmiotowe traktowanie wykonawcy. Z jednej strony staram się więc pogodzić komfort wykonawcy, z drugiej zaś, znając możliwości człowieka, staram się w pełni wykorzystać brzmienia, aby dać możliwość wyrażenia prawdy i spójności z treścią liryczną. Bardzo ważne dla mnie jest bycie w zgodzie z tym co piszę, co realizuje się poprzez stały kontakt ze Stwórcą i bycie w stanie łaski uświęcającej.
Komponowaniu muzyki do Psalmu 63 „Boże mój Boże szukam Ciebie” towarzyszyły wyjątkowe okoliczności, czy zechciałby się Pan nimi podzielić?
Myślę, że wiele osób miało doświadczenie trudniejszego okresu w życiu związanego z duchową pustką, ciemnością. W moim przypadku również nastąpił taki moment. Trafiłem do szpitala na dłuższe rekolekcje spowodowane chorobą i brakiem odporności a także obciążeniem wynikającym z dużej ilości pracy. Ostatecznie znalazłem się na oddziale ratunkowym Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Po okresie śpiączki i kolejnym etapie, jakim była nauka samodzielnego chodzenia, lekarze nie wiedząc dlaczego w dalszym ciągu żyję i jestem sprawny, wysłali mnie do domu po 40 dniach pobytu w szpitalu. Okazało się jednak, że straciłem słuch, czyli coś, co daje życie mnie i mojej rodzinie oraz jest moją nieustanną radością i narzędziem wyrażania siebie. To była dla mnie bardzo trudna sytuacja – pogodzić się ze stratą czegoś, co jest najcenniejsze, co jest bezpieczeństwem finansowym dla mojej rodziny i jednocześnie moją ogromną miłością. Moje rozumowanie było wówczas takie, że skoro Pan Bóg daje mi talent to nie ma prawa go odebrać. Nie godziłem się na to, mając ogromne pretensje, jak On śmie zabierać mi słuch, jeśli tak wiele osób z niego korzysta. Rzeczywiście to doświadczenie stanu agonalnego w szpitalu i uświadomienie sobie, że skoro jednak Bóg przywrócił mnie do życia to może ma lepszy plan, spowodowało, że zgodziłem się na to, aby oddać Mu wszystko. Zrezygnowałem z tego, że nie będę dobrze w życiu słyszał. W tym momencie usiadłem i tak naprawdę nie słysząc instrumentu, którego używałem, zanotowałem tą przestrzeń, którą może część osób zna jako Psalm 63. Miałem wyobrażenie jak ten psalm może brzmieć i tak melodia powstała w mojej wyobraźni. Zgoda na rezygnację z tego, co jest dla mnie najcenniejsze okazała się twórcza – talent wrócił z większym zasięgiem.
Znając okoliczności komponowania melodii Psalmu 63, odbiorca może w pogłębiony sposób przeżywać jego treść.
Teolog ks. Jerzy Szymik w swojej książce pt. „Zachwyt i inne skutki wiary. Od wiersza do traktatu” podkreśla rolę świadectwa. Muzyka jest mocno wpisana w nas jako twórców – znając kontekst jej tworzenia łatwiej jest wejść w przestrzeń odczytywania narzędzia, jakim są dźwięki. Cieszę się, że są takie utwory, które szczególnie wyrażają okoliczności, które są spójne z odczuciami wykonawców. Myślę, że jesteśmy bardzo podobni, niezależnie po której stronie stoimy czy, jest to dyrygent, czy chórzysta. To jest wspaniałe doświadczenie móc dzielić się dobrem, dzięki temu dając też nadzieję innym. Dzisiaj świat jest spragniony nadziei. Udajemy, kryjąc to w bardzo różny sposób, że wszystko jest okej, a każdy z nas potrzebuje wsparcia. Muzyka jest do tego bardzo dobrym narzędziem. Często bywa tak, ja również miewałem takie pokusy, że człowiek wszelkie zasługi przypisuje sobie. Na szczęście dzięki doświadczeniu delikatności i swojej słabości człowiek wie, że to nie jest jego zasługa. Z drugiej strony pozostaje wielka radość, że pomimo swoich słabości mogę być narzędziem i to jest bardzo cenne w tej pracy.
Jakich wskazówek udzieliłby Pan organistom oraz grupom śpiewającym?
Odpowiedź na to pytanie mógłbym streścić sowami Św. Augustyna, które często są cytowane w niepełny sposób – kto śpiewa dwa razy się modli, bez podkreślenia, że chodzi o dobry śpiew. Dobre śpiewanie rozumiane nie w sensie technicznym ale jako świadome śpiewanie. Śpiewać dobrze to angażować swoje emocje, wiarę oraz ducha, co ostatecznie uruchamia technikę. W śpiewie amatorów, którzy angażują się uczuciowo, emocjonalnie i duchowo nagle dodatkowo uruchamia się technika. Często osoby, które są technicznie świetnie przygotowane, które nie żyją w zgodzie z prawdą, nie do końca potrafią wyrazić sens.
Chciałbym wszystkim śpiewającym i grającym, zwłaszcza organistom, ponieważ jest to bardzo trudna praca, wymagająca rezygnacji z planów weekendowych, jako drogowskaz przytoczyć słowa Św. Augustyna: „Chcecie wyśpiewać (zagrać na chwałę Bożą), sami bądźcie tym, co śpiewacie”. Jest to genialna instrukcja obsługi muzyki sakralnej. Proszę się nie zniechęcać i próbować nieść ludziom nadzieję. Istotną rolę pełni edukacja oraz podnoszenie jakości muzyki w kościołach. Chciałbym również zachęcić do szukania inspiracji w pięknej i niezwykłej tradycji polskiej. Jestem świadkiem tego, co się działo w Krakowie u Dominikanów końcem lat 80., kiedy tłumy ludzi spod Krakowa a nawet z Bielsko-Białej przyjeżdżały na Triduum Paschalne aby doświadczyć przeżycia tego okresu z dobrej jakości muzyką. Myślę, że muzyka może przyczynić się do większego przeżywania oraz skupienia podczas celebrowania najważniejszych dla osób wierzących momentów w trakcie roku liturgicznego. Jeśli zaś chodzi o grupy śpiewające – trzeba szukać ludzi, którzy lubią śpiewać, nawet jeśli nie do końca potrafią i dawać szansę. To wymaga zaangażowania i poświęcenia czasu ale myślę że warto.
Na koniec powtórzę za Św. Augustynem: „Trzeba szukać siebie i prawdy w tym co się wyraża”.
Dziękujemy za to, że zechciał się Pan podzielić swoimi spostrzeżeniami a także za świadectwo wiary. Życzymy dalszej owocnej pracy oraz wielu inspiracji do tworzenia utworów, z których będzie przemawiać prawda.
Zespół Łączy Nas Muzyka