„O tym jak MUZYKA połączyła Kraków – wspomnienia ŚDMowego Muzyka” 5/5 (1)

„O tym jak MUZYKA połączyła Kraków – wspomnienia ŚDMowego Muzyka”
Przenieśmy się pamięcią do 2016 roku, kiedy w dniach 26 -31 lipca w Krakowie odbywały się 31 Dni Młodzieży pod hasłem „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”. Były to drugie ŚDM w Polsce, po szóstych ŚDM jakie odbyły się w Częstochowie w 1991 r.

Podczas spotkania Papieża Franciszka z młodzieżą zabrzmiały utwory znane z poprzednich edycji ŚDM: “Jesus Christ you are my life”, “Emmanuel”, “Abba Ojcze”, jak i nowe kompozycje m.in. “Msza Jana Pawła II”. Powstał wyjątkowy 320 – osobowy międzynarodowy chór, 80 – osobowa orkiestra, złożona z młodych muzyków. Partie solowe wykonywali artyści, którzy przyjechali do Krakowa m.in. z USA, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Włoch.
W przygotowanie oprawy muzycznej całego wydarzenia było zaangażowanych wiele osób, m.in. Adam Sztaba, Janusz Wierzgacz, o. Dawid Kusz oraz Marek Pawełek – organista oraz akompaniator chóru ŚDM, który zechciał podzielić się z nami swoimi wspomnieniami.


1) Czy miał Pan okazję uczestniczyć w Światowych Dniach Młodzieży przed Krakowem ?

Niestety wcześniej nie uczestniczyłem w Światowych Dniach Młodzieży.

2) Jak Pan zareagował na wiadomość o tym, że będzie Pan mógł bezpośrednio włączyć się w oprawę muzyczną tak wielkiego wydarzenia?

Propozycja mojego udziału w ŚDM wyszła od ks. Roberta Tyrały, za co bardzo mu dziękuję. Miałem być organistą centralnych wydarzeń. Zgodziłem się bez zastanowienia, refleksje przyszły później. Po kilku spotkaniach organizacyjnych byłem przerażony. Na szczęście przerażenie szybko minęło i dałem się pochłonąć przygotowaniom. To był z jednej strony trudny czas, ale i czas, który przyniósł wiele radości ze spotkania z drugim człowiekiem, czas radości, czas modlitwy ze śpiewem na ustach.

3) Każde z pięciu wydarzeń centralnych ŚDM cechowało się innym charakterem oprawy muzycznej. Za jaki obszar muzyczny był Pan odpowiedzialny?

Jak wcześniej wspomniałem, początkowo byłem przekonany o tym, że będę jedynie organistą. Później zaangażowałem się w tworzenie zespołu – uczestniczyłem w przesłuchaniach i w próbach. Z czasem okazało się, że zostałem akompaniatorem chóru ŚDM. Tak mnie to zaabsorbowało, że zgodziłem się na przygotowanie aranżacji, akompaniowanie na próbach, realizację basso continuo a nawet grę z orkiestrą na akordeonie – ciężko było odmówić Adamowi Sztabie.
Cieszę się, że wpisałem się w tą różnorodność. Jako organista brałem udział w Mszy rozpoczęcia, w piątkowej Drodze Krzyżowej, sobotniej adoracji Najświętszego Sakramentu oraz w Mszy na zakończenie ŚDM. Cieszę się, że obok stał Krzysztof Michałek i mogłem liczyć na jego wsparcie. Tak, brałem pod uwagę, że mogę emocjonalnie nie wytrzymać… i spadnę z ławki .

4) ŚDM stanowiły duże wyzwanie w wielu aspektach – przygotowanie oprawy muzycznej dla tak ważnego wydarzenia było z pewnością bardzo czasochłonnym oraz wymagającym zadaniem. Jak Pan wspomina czas przygotowań?

Przygotowania były czasochłonne: pisanie aranżacji – nie zapomnę negocjacji, kto co ma napisać – lista utworów była długa a doba ma tylko 24 godziny, próby, spotkania organizacyjne. Oprócz tego w moim życiu szykowały się jeszcze inne niespodzianki. W maju urodziła się Zosia – moja córka, dodatkowo musiałem się przeprowadzić. Obowiązki związane z przygotowaniem do ŚDM należało pogodzić z obowiązkami zawodowymi. Nie ukrywam, że byłem bardzo zmęczony.

5) Miałam okazję usłyszeć kilka porannych prób chóru, jakie miały miejsce na krakowskich Błoniach. Słysząc już wtedy tekst „Abba Ojcze” sama poczułam wzruszenie i ogromną radość. Jak Pan wspomina czas ostatnich prób tuż przed samym wydarzeniem ?

Pomimo zmęczenia – uśmiech i radość. Miałem wrażenie, że chór i orkiestra ŚDM są niezniszczalni. To było bardzo dopingujące. Motywacja była ogromna. Obok radości pojawiał się też stres, ale euforia w zalążku go zabijała. Nie dało się być obojętnym wobec tego co się działo obok. Człowiek się śmiał mając nie jeden raz łzy wzruszenia w oczach. Było czuć, że każdy swym śpiewem i grą modli się, że ta muzyka wypływa z serca. Dla mnie punktem kulminacyjnym zmęczenia był ostatni dzień – Niedziela. Po ciężkiej sobocie nocowałem pod Ołtarzem. Po 7 rano w Niedzielę rozpoczynałem dzień od Godzinek o Niepokalanym Poczęciu NMP. Nie bardzo pamiętam, jak je zagrałem…

6) Jak Pan wspomina ogólną atmosferę panującą podczas ŚDM w Krakowie?

Atmosfera była niesamowita. Serdeczność i przyjaźń panowały w całym zespole. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem przebywać w tak zacnym gronie. Chór i orkiestra wykazali się profesjonalizmem. Do tego dochodził jeszcze zapał i same pozytywne emocje. Efekt był niesamowity. Atmosfera wśród zespołu prowadzącego była taka sama – Adam Sztaba, Janusz Wierzgacz, Dawid Kusz i Bartłomiej Karwański świetnie inspirowali zespół. Próby były bardzo konstruktywne – po prostu wszyscy chcieli śpiewać i grać, chcieli się modlić i robili to z całego serca najlepiej jak potrafili. ŚDM w Krakowie nie trwały dla mnie tylko tych kilka dni. Trwały już przez cały czas przygotowań, uroczystości centralne i trwają do dziś. ŚDM w Krakowie na zawsze pozostaną w moim sercu.

Dziękujemy za to, że zechciał się Pan z nami podzielić muzycznymi wspomnieniami dotyczącymi ŚDM w Krakowie. Życzymy dalszej owocnej pracy. 

Zespół Łączy nas Muzyka